Aktywność sportowa Kuby w myśl cytatu Marka Twaina: Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj
Blog > Komentarze do wpisu

2016-05-26/27/28_Hoellental

W ramach przygotowań do Kursu Taternickiego pojechaliśmy się powspinać wielowyciągowo do Austrii, do doliny Hoellental. Pojechaliśmy oznacza Baśkę, Darka (moich przyszłych współkursantów) oraz Jaromira, kolegę z KW Kraków, który dołączył do nas. Zaletą tego miejsca jest to, że jest stosunkowo blisko (niespełna 1000 km z Krakowa), że łatwo dotrzeć pod łatwe wielowyciągowe drogi i jeszcze jedno - u wylotu doliny jest (było - dopisek z 11.08.2016) zupełnie darmowe pole namiotowe, czyli zagarnięty przez wspinaczy parking. Austriacy zbudowali tu toaletę i umywalki więc można nawet w cywilizowanych warunkach przebyć parę dni. Nic dziwnego, że miasteczko namiotowe wypełniło się po brzegi Polakami, Czechami, Słowakami i Węgrami. Austriacy stanowili mniejszość, a może większość z nich wybrała pensjonat po drugiej stronie ulicy.

P60527082326

W czwartek było względnie luźno, w nocy z piątku na sobotę nie było już miejsca na rozłożenie karimaty, o namiocie nie mówiąc.

Na wspinanie wybraliśmy proste drogi o wycenie 4 i 5. Działałem w parze z Jaromirem, który jest lepszym wspinaczem ode mnie, wiec miałem dużo spokoju, że jeśli coś pójdzie nie tak to zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Procedury związane z prowadzeniem wielowyciągów znam dobrze, więc głowę zajmowała mi tylko własna asekuracja i oraz konieczność budowania stanowisk w oparciu o drzewa, pipanty skalne lub szczeliny, które trzeba było uzbroić w kości lub friendy. To zawsze dreszczyk emocji, czy wszystko dobrze zmotane, czy kości dobrze "siedzą". Udało się uniknąć jednak większych błędów, poza jednym - nieustannym bałaganem na stanowiskach. 

Przechwytywanie1

Strona z charakterystycznego "topofuhrera", gdzie zarówno rysunki, jak i opisy dróg są wykonane ręcznie. "Nasze" drogi zaznaczyłem na czerwono (8 i 10)

Drugiego dnia zapowiadano burze, pierwsze krople spadły kiedy klarowałem linę na ostatnim stanowisku, po chwili znaleźliśmy się już w potokach wody. Na szczęście była dogodna ścieżka  i nie trzeba było zjeżdżać na tych mokrych linach. Zespoły, które działały pod nami nie miały takiego szczęścia. W górę zostało im grubo ponad godzinę wspinania, w dół zjazd na mokrych linach. Po południu słyszało się na parkingu opowieści, kto jaki sprzęt zostawił w ścianie uciekając przed nawałnicą. My kompletnie mokrzy, ale bezpieczni dotarliśmy do samochodu.

Dotąd trudności topograficzne eliminował Darek, który już wspinał się w tym terenie więc najtrudniejszy element topografii taternika mieliśmy z głowy. Najtrudniejszym elementem jest zawsze dotarcie pod właściwą drogę, o czym przekonaliśmy się trzeciego dnia, kiedy Darek został na kempingu, a my uzbrojeni tylko w zdjęcie strony przewodnika topo w telefonie Jaromira szukaliśmy wybranej rano przy kawie drogi. Miała być "piątkowo-czwórkowa", 6 wyciągów. W sam raz... No i miała numer 20., a drogi z poprzednich dni nosiły numerki 8 i 10. Czyli zadanie proste ! Idziemy w górę doliny, 10 dróg dalej, szukamy charakterystycznej grupy trzech drzew i wbijamy się w drogę w zespole trójkowym. Trzy godziny później byliśmy gdzieś w dolinie, przysłaniając ekranik telefonu przed jaskrawym słońcem, pytając napotkanych wspinaczy, gdzie może być droga nr. 20, a w okół roiło się od "charakterystycznych grup trzech drzew". Jakoś się tak w głowie robi, że wraz z rosnącą irytacją rośnie skłonność do tzw. "lunety" w myśleniu. Luneta koncentruje głowę tylko na wybranym fragmencie rzeczywistości i znakomicie nas utwierdza, że rzeczywistość jest taka jaka chcemy żeby była. To nic, że fakty przeczą, a tu okap był w nieco innym miejscu, a tu rysa skręcała nie tam gdzie trzeba, nie było ringów. Podejrzeń nie wzbudziła nawet tabliczka z numerem "6" pod dolnym stanowiskiem - idziemy. Jaromir jako najlepszy wspinacz prowadzi, my z Baśką mieliśmy iść na pojedynczych żyłach. 

Nie było wesoło. Najpierw umęczył się na niewielkiej przewieszce, która z dołu wyglądała na taką... nie za trudną, a kiedy doszedł do płyty pod "charakterystyczną grupą trzech drzew" się zaczęło. Jaromir uprzedził mnie, że jeśli zobaczysz powtykane co 20 cm kości i friendy to znaczy, że byłem wydygany. No i zobaczyłem co się dzieje: skracał ekspresy, wtykał i wyjmował friendy, szukał drogi wisząc na jednej ręce, a druga szybko macając za jakimkolwiek chwytem. Oglądaliśmy ten spektakl w milczeniu, wreszcie poszło... Długo go nie było, a lina, która powinna być wybrana stała w bez ruchu. Później okazało się, ze Jaromir po pokonaniu trudności usiadł odreagować z papierosem w ręce. To była prawdziwa, mocno trzymająca "6" na własnej (częściowo) asekuracji.

Wreszcie przyszła nasza kolej. Baśka odpuściła widząc co się dzieje, ja postanowiłem zaryzykować. W końcu idąc na drugiego ryzykuję niewielkie wahadło albo obsunięcie. No... To była droga powyżej mojego limitu, a "jaromirowa" płyta przestraszyła mnie nawet z górną asekuracją. Doszedłem do Jaromira. Bez dyskusji zrezygnowaliśmy z dalszych wyciągów i zjechaliśmy w dół. 

P60526115308

Baska i Darek w oczekiwaniu na wolna drogę

Na kempingu Darek posłuchał naszych zatrważających relacji i pomógł nam szukać drogi nr. 20... Okazało się, że zrobiliśmy ją poprzedniego dnia, tylko w przewodniku, z którego było robione zdjęcie nosiła nr. 20, a w topo, z którego korzystaliśmy dotąd nr. 10. Nie ma jak zdolności nawigacyjne, no i kto by nosił topo w góry.

Ostatniego dnia zmierzyliśmy się z dwoma drogami w rejonie Peilstein, który oferuje lepiej asekurowane (tzw. sprtowe) drogi i pojechaliśmy do domu. Chętnie tu wrócę, tym bardziej, że nie dotknęliśmy nawet klasyków w tym rejonie.

czwartek, 11 sierpnia 2016, kubak_mtb

Polecane wpisy

  • 2017-01-15 Biwak i wspinanie w dolinie Białej Wody

    Z cyklu pierwszy raz. Zimowy biwak. Okazją było krótkie zgrupowanie Klubu Wysokogórskiego Kraków. Marszruta następująca: Łysa Polana - Tabor w Dolnie Białej Wod

  • 2017-01-06 Wspinanie lodowe dolinie Białej Wody

    Wczesna jesienią rozmawialiśmy z Baśką o planach. Zgodnie uznaliśmy, że wspinanie w lodzie to może tak, ale na pewno nie w tym sezonie. No więc jak się rze

  • 2016-12-20 Kliś zimowo

    Nie sądziłem, że Kurs Taternicki będę kończył w zimie, ale pogoda rządzi, więc urobienie kursu w 2 tygodnie należy włożyć między bajki. Do tego należy dołożyć p

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: azari, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/08/12 18:24:30
Dobrze Cię Kubak znów poczytać! :) Twoje wpisy są mega inspirujące :)
-
2016/08/20 17:45:39
Dziękuję. Nie wiedziałem, czy ktoś jeszcze to czyta, bo teraz głównie się ogląda na fb ;)