Ostatnie wpisy
Zakładki:
*
Odwiedzam (rowerowe i outdoorowe)
Rowerowe blogi znajomych
Sponsor nietytularny :)
Zawodnicy MTB
Zawody, w których biorę udział
Znajome blogi nie rowerowe
|
niedziela, 22 stycznia 2012
Babia Góra na skiturach. Zimowa, zwykła wycieczka na najwyższą górę naszych Beskidów nabrała nowego znaczenia z powodu zdarzeń, które miały miejsce w około godziny po zejściu ze szczytu - akcja GOPRu, podkręcanie w mediach.
Na szlaku zima w pełni. Lukcio sprawdza głębokość śniegu
Przemo docenia zimowe wycieczki
Widoczność średnia, ale nie najgorsza. Wieje dość mocno. Za Sokolnicą robimy postój. Kijek wchodzi po rękojeść. Warstwa śniegu ma 140 cm. Idzie się nieco łatwiej niż tydzień temu na Turbaczu. Śnieg jest bardziej zbity. Piechurzy od czasu do czasu zapadają się po uda. Do naszego postoju dochodzi najpierw ekipa z Bielska, a później pojawia się Jacek Gil, znany krakowski maratończyk.
Ponad granicą kosówki natura, jak to na Babiej Górze, rzeźbi fantastyczne kształty. (Fot. Andy)
Tabliczka z nazwą szczytu w zimowej szacie
Diablak. Przemo, Lukcio, Andy i ja. Chronimy się za kamiennym wałem, posiłek i ruszamy w dół. Na początku trudny kawałek po zamarzniętym śniegu, a później wjeżdżamy w puch i tak przez przełęcz Brona do schroniska. Przeszlifowałem narty w Zawoi, więc jedzie się dużo lepiej. Wiem, że następnym razem trzeba wybrać zjazd do Lipnicy, bo trasa z Markowych Szczawin do Markowych Szczawin nieco nudna, a sam zjazd krótki. Po drodze spotykamy jeszcze grupkę turystów, którzy mówią, że są z Bielska i że jutro spotkają się w schronisku z ... grupą, która zamierza biwakować w nocy na Babiej Górze. Dziwny przypadek. Z nadchodzących informacji wynika, że wyszli z Krowiarek o godz. 14! Trzeba mieć tupet. My ruszyliśmy około 10 z powodu operacji ze sprzętem, a miałem przeświadczenie, że ruszamy trochę późno.
niedziela, 15 stycznia 2012
Wobec 4 stopnia zagrożenia lawinowego w Tatrach trzeba było poszukać czegoś co się nadaje do eksplorowania w złej pogodzie i przy obfitych opadach śnegu. Wybór padł na Turbacz (1310 m n.p.m), mekkę letnich wyjazdów rowerowych Krakusów..., na którym nb. dotąd nie byłem. Droga z Koninek przez Obidową. Śniegu mnóstwo i cały czas intensywnie padało.
Kiedyś tradycja nakazywała rozbierać choinki po święcie Trzech Króli. W Gorcach najwyraźniej od tej daty zaczynają stroić i to jak!
Monochromatyczne stwory w strzegły szlaku, swoją drogą całkiem dobrze przetartego, jak na warunki pogodowe.
Za Obidową. PePe, któremu zostawiałem znaki na śniegu, nadszedł i ruszyliśmy wyżej. Im wyżej tym mocniejszy wiatr, więcej śniegu, widoczność gorsza. GPS jednak nie dawał się zgubić.
Przy schronisku pod Turbaczem. Tradycyjne zdjęcie przed zjazdem. Schronisko było pełne turystów, głównie skiturowców, którzy pewnie tak samo jak ny zrezygnowali z wyjścia w Tatry, a nie mogli usiedzieć w domach. Wybraliśmy niebieski szlak do zjazdu. Było kilka miłych fragmentów, w lesie, ale większość to dość mozolne przepychanie się przez śnieg i nieustanne sprawdzanie na GPSie, czy idziemy po szlaku. Turbacz to świetna góra na zimową wędrówkę, trochę gorsza do zjazdu, ale to też może wina nadmiaru śniegu i moich nart, które nie chciały nieść.
wtorek, 10 stycznia 2012
2 h Dzisiaj skończył mi się karnet. Muszę jednak zmienić klub. W moim obecnym klubie - Fitness Młyn przy Dolnych Młynów niestety brakuje powietrza na sali spinningowej i po 15 minutach się duszę. Nic nie dają wentylatory i uchylone okno. Dramat. Zamierzam do menu włączyć sesje po 3 h. To w tych warunkach byłyby po prostu sesje odwadniania się, a nie treningi. Szkoda, bo mały fajny klub, z przesympatyczną obsługą, a jedna trenerka zaraziła mnie tym hiciorem, nie mogę się od niego odczepić, albo on ode mnie. http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY BTW zwróćcie uwagę na język komentarzy. To jest oficjalny klip, światowego przeboju, a 60 % komentarzy jest po polsku. 2 h Na uszkodzoną lekko skiturach łydkę najlepsze jest 2 h spinningu. Sam sobie jestem winien, na podejściu od Czarnego Stawu zbyt późno podniosłem zapiętki. Pomogło.
niedziela, 08 stycznia 2012
Ostatnio często jestem w Tatrach. Można by sądzić, że w wycieczce nad Zmarzły Staw są wyłącznie te same powtarzalne czynności: poranne pakowanie, poranne i zaspane bredzenie o wszystkim i niczym w drodze do Zakopanego, przepak, klejenie fok i zasuwanie krok po krok co raz wyżej. Żeby nie popadać w opisy przyrody, to stwierdzę tylko, że ze zdziwieniem zauważam, że ciągle tak nie jest. Otoczenie w zimie zadziwia, zachwyca i odbiera dech. Jak brzmi ulubiony cytat Versusa - mojego adwersarza w sprawach światopoglądowych „Cierpimy z powodu braku zdumienia, a nie z powodu braku cudów.” - Gilbert Keith Chesterton. Wyjazd stał pod znakiem dyskusji o pogodzie. Załamanie pogody w środku tygodnia, wiatr i świeży opad – idealne warunki pod lawiny, na domiar nie wiadomo było jaka będzie widoczność. Rozważaliśmy czy będzie coś widać i czy lawiniastość nie jest zbyt duża. Zwyciężył zdrowy rozsądek tj. idziemy do Murowańca, a później się zobaczy: albo Zawrat, albo lajtowo Kasprowy. Na podejściu z Kuźnic do Murowańca żółtym szlakiem. Fot MisQ
W okolicach Betlejemki na Hali Gąsienicowej. Łatka, Alina i Czarek
Z Andy prezentujemy się na świeżym śniegu, co wyraźnie sprowokowało....
...Lukcia, który najpierw lojalnie ostrzegł a później powalił.
Łatka jeszcze suchą stopą, za chwilę zanurzy nogę w Czarnym Stawie
Podejście do Zmarzłego
Łatka w Żlebie
Chwilę przed zjazdem
W połowie zjazdu
Za chwilę Łatka (w niebieskim z tyłu) zrobi zdjęcie poniżej :)
Ładne. Prawda?
Zdarzały się momenty wygranej walki z puchem
W stronę Koziego, kolejny powód żeby tu wrócić. A tu super foty Łatki
wtorek, 03 stycznia 2012
2 h. Tętno, które wariowało ostatnio już się uspokoiło. Jutro bieganie, pojutrze znów rower a w piątek Tatry. Oby na nartach.
piątek, 30 grudnia 2011
czwartek, 29 grudnia 2011
wtorek, 27 grudnia 2011
poniedziałek, 26 grudnia 2011
piątek, 23 grudnia 2011
poniedziałek, 19 grudnia 2011
2 h. Czułem wczorajszą sesję. Tętno mi się uspokaja. Wczoraj przeciętne było 150 z 2 h, dzisiaj już tylko 146. Brak wytrenowania + temperatura + wilgotność i wysokie tętna gotowe. Wyjeżdżam na 3 dni, więc wymuszona przerwa w treningach, ale buty do biegania w walizce :)
niedziela, 18 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
środa, 14 grudnia 2011
1 h rower stacjonarnie + 2 obwody na maszynach. Ćwiczenia na nogi, grzbiet i klatkę. Niestety mam jakiś stan zapalny łokcia, podejrzewam, że po ściance, gdzie braki techniki nadrabiam rękami. No nic trzeba będzie podleczyć do następnego poniedziałku. Układam sobie właśnie plan treningowy. Ciekawe, ciekawe jak tu wcisnąć i nie paść: - przygotowania do sezonu rowerowego - siłownię - bieganie - ściankę - wyjścia na skitury No tak, ale niektórzy przygotowują się do triathlonu, czy ironmana i potrafią godzić trzy dyscypliny na maksa więc trzeba poobserwować jaka sekwencja jest najlepsza. 2 h Spinning czyli indoor cycling, czyli rower stacjonarny z kołem zamachowym pod dachem. Zmieniłem klub, teraz chodzę do Fitness Młyn, gdzie używają do wspólnych zajęć rowerów innego producenta i nie może to się już nazywać spinnig. To może mniej istotne. Ważne, że 2 godziny kręcenia bez przerwy. Obciążenia małe i średnie. Tętno skacze jak głupie, ale to już znam - za dwa tygodnie się uspokoi. Dobrze się poczułem, że coś znowu robię.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Chyba czas zacząć regularnie się ruszać. Jutro pierwszy indoor cycling, spinning czy jak to tam zwał
Znów Tatry, znów ta sama zła myśl o wstawaniu o 4 rano i ten sam zachwyt 4 godziny później, gdy idziemy Chochołowską. Ekipa stała: Andy,Lukcio, MisQ i ja. Cel ten sam co dwa tygodnie temu - Starorobociański Wierch.
Regularnie, razem z PePe, a ostatnio również z MisQ chodzę na ściankę. Dla opisu tej aktywności nie używam żadnych większych słów. To dla mnie zajęcia ogólnorozwojowe bardziej, niż wstęp do wspinaczki. Zakładam, że umiejętność asekurowania i obycia z uprzężą oraz przyrządem asekuracyjnym może się przydać podczas naszego narciarstwa wysokogórskiego, choćby po to żeby przejść bezpiecznie oblodzoną sekcję. Popełniam wszystkie błędy nowicjusza, etc. ale mnie to bawi.
niedziela, 27 listopada 2011
Chochołowska-Wołowiec-Rakoń-Grześ-Chochołowska Tatry Zachodnie... nas pokonały. Po wejściu na Wołowiec mieliśmy -5 st., wiatr, śnieg i co raz mniejszą widoczność. Zrezygnowaliśmy z wycieczki na Starorobociański Wierch, poszliśmy w stronę Rakonia i Grzesia.
Na szczycie Wołowca. Zaczynaliśmy przymarzać
Nie wszystko poszło dobrze. W drodze na Grzesia. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||